środa, 15 października 2008

Psy i koty w Meksyku

Zwierzęta mają tu raczej ciężkie życie. Nie twierdzę, że wszystkie cierpią, ale na pewno zazwyczaj nie są zbyt rozpieszczane. Temat kotów właściwie nie istnieje. Oprócz naszego sąsiada, nie znam tu ani jednej osoby, która ma kota. W czasie wizyt u weterynarza zawsze tylko my jesteśmy z kotami. Muszą się tam czuć jak ludzie na planecie małp. Psy widuje się tu dosyć często. Jeśli są to psy pilnujące domu to zazwyczaj wyglądają "przychudo" a kupy na terenie posesji są jak najbardziej normalnym widokiem. Raczej nikt ich nie sprząta.
Poniżej psiaki czekające przed restauracją na swoich panów. Te dwa czarne, tak samo wyglądające to tzw. Xoloitzcuintle lub po prostu psy azteckie. To bezwłose psy pochądzące z Meksyku. Więcej na ich temat możecie przeczytac tutaj.





Okno miały otwarte...

wtorek, 14 października 2008

Welcome present: Jezus w szafie

Oto co znalazłam w szafie. Agentka, od której wynajęliśmy mieszkanie powiedziała nam, że ktoś zostawił tego Jezusa parę lat temu. Od tego czasu Jezus wita każdego , kto się tu wprowadza. Niektórzy wieszają Go na ścianie, a inni chowają do szafy.
Śnieżka oczywiście nie okazuje poszanowania dla żadnej świętości.

piątek, 10 października 2008

Turystyczne atrakcje Guadalajary

Nie lubię wyglądać jak turystka. Spacer po najbardziej uczęszczanych turystycznie miejscach z mapą w ręku i aparatem na szyi jest dla mnie koszmarem.
Wszystkie najbardziej popularne turystycznie miejsca są tak medialnie eksploatowane, że gdziekolwiek wyjeżdżając czuje si presję zobaczenia ich "na żywo" i obowiązkowe uwiecznienie na zdjęciu. Przed wyjazdem do Meksyku kilkoro różnych moich znajomych wróciło z Indii. W ten sposób obejrzałam kilkanaście takich samych zdjęć z Taj Mahal. Moi znajomi na pierwszym planie a w tle Taj Mahal z bliska , z daleka, "artystycznie" uchwycony od dołu, z żebrzącymi Hindusami, bez Hindusów, ale z małpami, z dziećmi, z innymi turystami, w słońcu, w cieniu etc. To samo miejsce, te same pomysły, tylko bohaterowie inni. Ja mam z tym problem. Nie chcę takich zdjęć, buntuję się. Prawda jednak jest taka, że wcześniej czy później, ZAWSZE do tych miejsc trafiam i kiedy "nikt nie wdzi" cykam szybko parę zdjęć.

Poniżej parę turystycznych fotek z Guadalajary, zrobionych kiedy "nikt nie widział".
XVI wieczna katedra jest najczęściej odwiedzanym tutaj miejscem i usytulowana jest w samym centrum miasta. W środku znajduje się mumia chrzescijańskiej męczennicy, która jak głosi historia, została zabita przez swojego ojca w wieku 12 lat za to, że przyjęła komunię. Rzecz działa się w XIIIw., szczątki zostały odnalezione w Rzymie w wieku XVIII i przesłane do Guadalajary. Film na youtube poniżej.
Santa Inocencia


Katedra



Plaza de la Liberacion




Plaza de Armas



Plaza Tapatia

Sezon deszczowy w Guadalajarze

Sezon deszczowy trwa w Guadalajarze zazwyczaj od maja do września. W tym czasie pada często i dużo. Najlepsza pogoda jest tutaj jesienią i zimą, czyli od teraz do maja możemy cieszyć się słońcem i temperaturą w granicach 26 stopni. Oczywiście nawet w tym sezonie zdarzają się burze, które zazwyczaj są krótkie, ale intensywne. W związku z tym, że Guadalajara ma przestarzały system kanalizacyjny, wystarczy jedna taka ulewa, aby ulice zamieniły się w potoki.


Kilka godzin po burzy woda wreszcie spłynęła z ulic a my wybraliśmy się na Fiestas de Octubre. Wesołe Miasteczko, stragany z jedzeniem, piciem i mniej lub bardziej kiczowatymi drobiazgami. Festyn organizowany jest co roku w tym samym miejscu, czyli w dosyć biednej części dzielnicy Zapopan i trwa przez cały paździenik.




Mmm.. jedzenie..


Sok z trzciny cukrowej


Maski Luchadores

Paplanina polsko-meksykańska przy piwie

Diego: Najbardziej lubię tequilę ze Squirt (napój gazowany troche podobny do Sprite'a, tylko bardziej kwaśny). A jak piję z solą i limonką, to nigdy nie sypię soli na rękę. To dla turystów i gówniarzerki z college'u.
ja: A wódkę pijesz?
Diego: Tak, ale tylko Absolut, Smirnoff a z polskich wódek Wyborową. Ale z wódką trzeba uważać. Jest zdradliwa...

środa, 8 października 2008

Karaluchy

Chciałabym dodać dosyć ważny komentarz, dla tych, którzy Meksyk kojarzą z tzw. krajem trzeciego świata. Dotyczy karaluchów. Od wielkich metropolii takich jak Nowy Jork po małe, ukryte w gorącej, wilgotnej dżungli meksykańskie miasteczka, karaluchy są w Ameryce obecne w ilościach znacznych i jest to fakt niezaprzeczalny. Duży, brązowy robal z czółkami i niekiedy skrzydełkami (brrr) może się z tobą spotkać "twarzą w twarz" nawet w najpiękniejszym, luksusowym mieszkaniu na Upper East Side.

wtorek, 7 października 2008

Mieszkania w Meksyku

Wynajęcie mieszkania w Meksyku jest tanie, ale trzeba spędzić naprawdę dużo czasu na znalezienie miejsca, do którego chciałoby się codziennie wracać. Oczywiście wszystko zależy od tego, jak dużo jesteśmy gotowi zapłacić. 3 pokojowe mieszkanie w Guadalajarze może kosztować od 200$ do ok. 700$. Rozpiętość jest dosyć duża, ale cena bazuje na lokalizacji, bezpieczeństwie, standardzie mieszkania. Nie muszę chyba pisać, że te za 200$ można od razu skreślić z listy potencjalnego domu. No, chyba że jesteście znudzeni codziennym luksusem czystego mieszkania i marzycie, aby na jakiś czas utaplać sie w prawdziwie prymitywnych warunkach. Na samotność na pewno nie będziecie narzekać, bo codziennie na dobranoc i przy porannej kawie towarzyszyć Wam będzie niezawodny przyjaciel karaluch (skłaniałabym się tu ku liczbie mnogiej).

Po kilku tygodniach intensywnego szukania Armen znalazł wreszcie mieszkanie za 380$ miesięcznie. Jest czyste, słoneczne, położone w bezpiecznej dzielnicy z dobrą komunikacją. W Meksyku wynajęte mieszkania nie mają zazwyczaj lodówki, pralki ani nawet kuchenki gazowej. Wybralismy się więc do biedniejszej dzielnicy na zakupy, gdzie udało się nam kupić lodówkę za 30$. Kuchenkę gazową dostaniemy od przyjaciół, którzy wyprowadzają się do innego miasta a pranie będziemy na razie robić "na mieście" i ręcznie. W związku z tym, że woda i kuchenka jest na gaz musieliśmy również kupić butlę gazową. Gdy gaz się kończy, kolejną butlę kupuje się na ulicy z samochodu, który przejeżdża codziennie o tej samej porze z charakterystyczną melodią rozbrzmiewającą z głośnika. W stanach w ten sposób można było kupować lody, tutaj kupuje się gaz.

Dodam jeszcze, ze w ramach tej ceny mamy również mały bonus, czyli pokój gościnny z patio na dachu. Zdjęcie zamieszczam poniżej. Idealne miejsce na ulokowanie rodziny z wizytą z Polski :)
Dachy są w Meksyku bardzo ważne i eksploatowane przez wszystkich na grile, pranie, trzymanie zwierząt ( zazwyczaj psów albo ptaszków w klatkach). Ja nasze "patio" przeznaczyłam na pralnię i przez parę minut dziennie (kiedy upewnię się, że nikogo obok nie ma) wykorzystuję je jako naturalne solarium. Nie umiem tego racjonalnie wytłumaczyć (zważywszy jak obleśnawo wygląda to miejsce), ale bardzo je lubię.

Chyba uruchomił sie we mnie w Meksyku hormon szczęścia. I o to chodziło...

Patio:



















Widok z okna 1:



















Widok z okna 2:



















Kuchnia:















Duży pokój: