Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autobusy w meksyku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autobusy w meksyku. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 września 2009

Na przystanku

Ten przystanek to taki nasz polski odpowiednik przystanku na żądanie. Mieści się dokładnie na przeciwko mojego okna. Rozkład jazdy nie istnieje, więc wypatrywanie autobusu wymaga tutaj ogromnego skupienia. Trzeba pamiętać o jednej regule: jak nie pomachasz, to się nie zatrzyma.

czytają

gazety

A to moja faworyta. Codziennie o 8 rano rozkłada swoją czarną kosmetyczkę i robi sobie pełny makijaż







Można coś szybko wykręcić na szydełku

Komórki... wiadomo



Ziew

Nudzę się

Marzy, żeby zdjąć te buty

Pan z wąsem i w różu

Młodzi, wyluzowani



W pogoni

Pan bardzo kocha swoją rodzinę, ale czasami już nie wytrzymuje

A ten się cieszy, że to dziecko to nie jego

"proszę taty", "proszę mamy", "tak, synu", "droga córko"

Młody, gniewny, energiczny



Wspólny papierosek - konieczność na przystanku. Daje poczucie wspólnoty, jesteśmy w tym razem

Chwila nieuwagi

Druga chwila nieuwagi

i o mały włos... ale refleks nie zawiódł.

Siaty do rąk

i pełna gotowość

Pozycja w przysiadzie

Wypatrywanie...





Co trzy pary oczu, to nie jedna

i jest!

I trochę spokoju

piątek, 7 listopada 2008

Wyprawa na zachodnie wybrzeze Meksyku

Guadalajara leży w stanie Jalisco, w odległości ok.360 km od Oceanu Spokojnego. Spragnieni plaży i kąpieli w oceanie postanowiliśmy pojechać do Puerto Vallarta. Jeśli nie ma się samochodu, to najlepiej wybrać się w taką podróż autobusem. W Meksyku jest mnóstwo kompanii autobusowych a poziom świadczonych usług jest nieporównywalnie wyższy niż w stanach czy w Kanadzie (o Polsce nie wspomnę). Podróż do Puerto Vallarta zajmuje ok. 4 i pół godziny a bilet w jedną stronę kosztuje w zależności do firmy od 55 do 90zł. Jest to dosyć wysoka cena jak na tutejsze warunki, ale za to mamy zapewnioną podróż klimatyzowanym, czystym autobusem, z siedzeniami rozkładanymi prawie do pozycji leżącej, z ekranami, na których można oglądać filmy plus "suchy prowiant" typu kanapka, chipsy, ciastka i coś do picia (woda, cola, kawa etc). Oczywiście trzeba jednak pamiętać, że jest to Meksyk i powiedzenie "ordnung muss sein" jest tu bynajmniej nie na miejscu. Do wszystkiego trzeba zawsze dodać lekki element niewiadomej. Zdarza się więc, że jakiś autobus nie zostanie podstawiony na czas albo (tak jak w naszym przypadku) kierowca będzie się zatrzymywał po drodze parę razy, aby kupić świeże tortille albo zamienić parę słów z kimś z rodzinnej wioski. Oczywiście potem na małych, wąskich, górskich drogach przyśpieszy, żeby nadgonić stracony czas. Acha, i nie mam też do końca pewności czy filmy wyświetlane w autobusie nie były przypadkiem pirackie, bo wydawało mi się, że dopiero pojawiły się w kinach...






Tył autobusu z toaletą i pojemnikiem z gorącą wodą do robienia kawy.


Przód autobusu.

Góry w stanie Jalisco.

Przydrożne stragany z owocami.

Kurczak z grilla.

W miasteczkach, gdzie jest sucho i gorąco (i nie ma chodników) ulice często polewa się wodą. Dzięki temu trochę mniej się pyli.

Po drodze mijaliśmy wiele takich małych, biednych miasteczek.

Typowy tropikalny krajobraz blisko Puerto Vallarta.

Jedna z wielu "niebezpiecznych kurew".